Sprawozdanie radnego K.S.
Na sesji. W każdym numerze gazetki informuję Państwa o swojej i rady działalności. Podczas sesji 30.06. z półtoramiesięcznym opóźnieniem otrzymałem pisemną odpowiedź burmistrza na zgłoszone 6. maja uwagi i pytania (było ich 9). Niestety, i tym razem, informacja burmistrza była ogólnikowa, a w niektórych sprawach nieprawdziwa. Otóż park w Smudze jest zarośnięty i zaniedbany-brak prac pielęgnacyjnych. Skład komisji mieszkaniowej jest nieaktualny. Prosiłem więc o rzetelność odpowiedzi i terminowość 14-dniową. Zapytałem o rozliczenie z kosztów wyjazdu do Warszawy na ceremonię pogrzebową. Odpowiedź otrzymałem, natomiast nie uzyskałem na pytanie o udział burmistrza w pogrzebie posła Karpiniuka: prywatny czy służbowy i ewentualne koszty? Zwróciłem także uwagę na spadek zarejestrowanych podmiotów gospodarczych w tym roku: zgłoszonych 25, wypisanych 15; w 2009 r. stosunek 42 – 35; 2008 r. 51 – 40. Zapytałem, co z dokumentacją, przygotowaną wiele lat temu przez gminę na budowę domu komunalnego przy ul. Krótkiej; przecież wydano ok. 40 tys. Zaproponowałem znowelizowanie uchwały o dietach radnych dla przyszłej rady. Obecny regulamin jest niedobry. Dotyczy przede wszystkim ryczałtu przewodniczącego i członków komisji rewizyjnej, także dodatku specjalnego dla burmistrza. Interesowała mnie też realizacja dwóch projektów: „Zintegruj się w tańcu” i „Zajęcia sportowe…” Dopiero po obradach dowiedziałem się, że były wdrażane tylko do końca roku szkolnego, czyli przez trzy miesiące i bez efektów? Wystosowałem dwa pisma do przewodniczącego rady , o których piszę oddzielnie. Krytycznie odniosłem się do populistycznego regulaminu konkursu na najczystszą wieś, najestetyczniejszą zagrodę wiejską itp. Krótko: ściema! W zamian proponowałem konkurs na najaktywniejsze sołectwo, albo sołectwo przyjazne środowisku. Cel jasny, kryteria wymierne, efekty pewne. Po sesji. Zgłosiłem zastępcy burmistrza potrzebę oczyszczenia Bocianiej Wieży, Bramy Chojeńskiej i Myśliborskiej oraz zainteresowanie się przyczyną zniknięcia bocianich piskląt na baszcie. których rodzice przeniosły się na siedlisko przy ul. Kościuszki. 9.lipca Bocianią Wieżę oczyszczono częściowo. Piskląt nie mogło być, gdyż w ogóle się nie wylęgły-powiedziała stanowczo M.W. Zwróciłem uwagę na konieczność dokonania oglądu klonów w parku za Rurzycą, zagrożonych przypuszczalnie chorobą?, a także oczyszczenie pni starych lip i innych drzew z nagromadzonego próchna i ich zakonserwowanie. Drzewa te wołają o pomoc. To proste i łatwe do wykonania. 8. lipca ponownie o tym przypomniałem. Również o tragicznym stanie pokrycia dachowego na budynku gospodarczym przy ul. Cmentarnej 13 kolejny raz mówiłem. -Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego sporządził notatkę z kontroli i chyba dawno już o tym zapomniał, gdyż żadnej informacji nam nie przekazał-rzekł urzędnik. Rozmawiałem(26.06.) również z wydziałem tegoż nadzoru o kolejowej wieży ciśnień. -Otrzymaliśmy od was pismo. Przyjedziemy, ale nieco później z uwagi na dużo zgłoszeń typu budowlanego-odpowiedziała rozmówczyni. Przekazałem kierownikowi OPS dwie sprawy, zgłoszone mi przez mieszkankę Stołecznej i Trzcińska-Zdroju (07.07.). 8. lipca rozmawiałem z gospodarzem nieruchomości po byłej spółdzielni mleczarskiej o kominie. -Też jestem za pozostawieniem go jako zabytku i ewentualnego miejsca na reklamę- powiedział.
Wieści z sesji
Na początku (30.06.) burmistrz wręczył najlepszym uczniom naszych szkół dyplomy i nagrody w obecności ich rodziców. Po czym poinformował o ważniejszych przedsięwzięciach.*Przebudowano chodniki w Strzeszowie i Gogolicach - „Rol-Bud” za 128 tys. ( z tego połowę dał powiat). *Zaaktualizowano dokumentację na przebudowę chodników wokół murów-8 tys. *Zmodernizowano system regulacji poziomu wody w wieży ciśnień-27 tys. i oczyszczania ścieków-7 tys. Wykonawca:zakład komunalny. *Wycyklinowano podłogę w referacie finansowym-1600 zł(St. Chyjek). *Ogłoszono przetarg na budowę ścieżki pieszo-rowerowej do Strzeszowa-ok.320 tys. *Zlecono specjalistce ze Szczecina (archeolog i urbanista, która z mężem zamierza budować się przy ul. Kasztanowej) wykonanie dokumentacji konserwatorskiej murów obronnych-20 tys. *Opracowanie studium wykonalności na rewitalizacje szkoły, przedszkola, ratusza, ośrodka zdrowia, murów-6750 zł. *Nadzór budowlany nad remontem świetlicy w Strzeszowie J.Skiba-7500 zł. *Wyposażenie placu zabaw w Piasecznie -20 tys. *Adaptacja projektu „Orlika” w gimnazjum-28 tys. (firma ze Szczecina). *Brama wjazdowa przy ul. Kościuszki 3: J.Chyjek 3310 zł, z tego gmina 1648 zł. *System telewizji przemysłowej na budynku TCK: P.Mickiewicz-8530 zł. Złożono wniosek na budowę kanalizacji w Strzeszowie i Trzcińsku-Zdroju: wartość projektu 3 mln 543 tys. Dofinansowanie 2 mln 178 tys. *Sieć wodociągowa w Czyste i ul.Dworcowej 555 tys. 10. czerwca oddano do użytku wyremontowaną świetlicę w Rosnowie. . *Zaakceptowano uchwałę zezwalającą na zaciągnięcie kredytu do 100 tys. przez TCK. Następnie przyjęto zmiany budżetu i dług w wysokości 3 mln 343 tys. Negatywnie zaaprobowano projekt uchwały Rady Powiatu w sprawie likwidacji Zakładu Psychiatrycznego Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Nowym Czarnowie. Również nie wyrażono zgody na przystąpienie do stowarzyszenia pn. „Zachodniopomorska Sieć Teleinformatyczna”. W dyskusji głos zabierało jedynie dwóch radnych. M.Rutka nie po raz pierwszy dopominał się o drogę do Chłopowa i inne drogi gminne, polemizując z inspektorem Bugajskim. Wywołał sprawę zaginionego bocianiego gniazda, o którym szerzej mówił K.S. Zwrócił uwagę przewodniczącemu na panujący chaos na sali, a także ironizował, aby zainstalować nagłośnienie i monitoring. Zaproponował też wyasygnowanie 10 tys. na pomoc dla powodzian. Wniosek upadł. Wystąpienie K.S. w innym miejscu. Sołtys Góralic W. Rogowski narzekał na trudności w znalezieniu środka transportowego do zawiezienia darów (ok. 10 ton) dla powodzian (dostarczono 7. lipca za odpłatnością 2,5 tys.). Ironicznie zademonstrował kiełkującego ziemniaka. Na koniec, zaledwie 7 radnych zadeklarowało wolę przekazania diety z sesji dla powodzian. Pozostałych siedmiu „biernych” nie podpisało się na liście ofiarodawców!!! Nadal też większość radnych okłamuje siebie i zebranych, składając podpisy na liście w sprawie zapoznania się z protokółem. Wiele razy mówiłem, że to kłamstwo, bo nikt protokołów nie czyta. Jednak przewodniczący i jego radni robią z tego kabarecik. Analogicznie z wywieszką dyżurów klubów radnych, które w ogóle się nie odbywają, gdyż istnieją tylko na papierze. K.Sandulak
Punkt energetyczny zlikwidowany
Zakładzik ten, z 65-letnią tradycją, przeniesiono do Chojny. Niby nic, jednak dla miasta przykre. Bo dla regionalnej spółki energetycznej w Poznaniu liczy się nade wszystko pieniądz. Inaczej mówiąc zysk. Zapytałem o to dyrekcję obsługi klienta w Stargardzie. -Taka jest strategia firmy i nic na to nie poradzimy-usłyszałem. Pomieszczenia oraz działka przy ul. Ceglanej, które gmina sprzedała im za grosze, również przyniosą firmie profity. Próbowałem przekonywać, posiłkując się usytuowaniem stacji transformatorowej na Bramie Chojeńskiej i ewentualnym wypowiedzeniem im umowy. -To trudno. Jeśli taka sytuacja zaistnieje, to bez względu na znaczne koszty, przeniesiemy-padła odpowiedź. Osobiście nie mogę się z tym pogodzić z taką polityką liberalną, prowadzącą do degradacji małych miasteczek i gmin. KS
O studniach i różdżkarzu
Miesiąc temu w zakładzie ślusarsko-tokarskim przy ul. Kościuszki 15, jedynym tego rodzaju w rejonie, pogadałem sobie z Bronisławem Markowskim o studniach. Mój rozmówca przepracował 30 lat w Państwowym Ośrodku Maszynowym, którego historia rozpoczęła się w 1949 roku. Zakład ten powstał na „Koziej Górce”. W 1970 r. zatrudniał 95 pracowników wykwalifikowanych, a w następnym roku został włączony do POM w Chojnie, zmniejszając zatrudnienie do 32 osób. Pan Bronisław, po po likwidacji zakładu, przeszedł na emeryturę. Kupił tokarkę oraz towarzyszące jej maszyny i inne narzędzia, i utworzył wspomniany na początku jednoosobowy zakładzik, świadczący usługi nie tylko dla mieszkańców gminy. -Obecnie działalność ta jest kompletnie nierentowna -mówi. -Pracuję nadal, bo lubię i umiem, a nikt z młodych tego się nie podejmie z różnych względów.(Więcej o POM-ie w mojej broszurce „Trzcińsko-Zdrój wczoraj i dziś”, własne wydanie II w 2005 r.). Po czym zaczął opowiadać o różnych studniach wodociągowych w gospodarstwach poniemieckich w Strzeszowie. Większość z nich znajdowała się na podwórzu tuż przy mieszkaniu. Były to żelazne pompy tłokowe. Również istniały otwarte na korbę z łańcuchem lub linką z przyczepionym cebrem bądź wiadrem. W jego domu pompa była umieszczona w kuchni, a studnia w piwnicy. W Trzcińsku-Zdroju studnia taka też jeszcze jest. Dopiero w 1979 r. gmina wybudowała wodociąg wiejski: studnia, hydrofornia, sieć wodociągowa, gdyż wieś zelektryfikowano dopiero w 1958 r. Od tego roku polscy osadnicy modernizowali przydomowe studnie poprzez montowanie hydroforni i motorków elektrycznych wewnątrz domów. Takie są w Smudze i Czyste, ponieważ nie ma tam wodociągów. Do 2009 r. były także w Tchórznie. Na wsiach Polski wschodniej i południowej jeszcze w latach 60.XX w. funkcjonowały studnie otwarte, jako że prądu nie było. Jest jeszcze w Drzeszu. Korzystają z niej wszyscy mieszkańcy osady -20 osób), oprócz podworskiej nieruchomości. -Woda jest czysta, zdrowa i smaczna-powiada mieszkanka wsi. Dodaje, że kręcenie kołowrotkiem, nabieranie wody i przenoszenie do domu służy zdrowiu i dodaje sił! Do wszystkiego można się przyzwyczaić; znacznie trudniej odzwyczaić. Studnia z pompą, wybudowana w latach 70.XX w. istnieje na naszym rynku; pierwotnie mieściła się obok słupa ogłoszeniowego. Budową studni zajmowali się studniarze: kopali i kręgi osadzali. Natomiast żyły wodne wskazywali różdżkarze, obdarzeni w dodatkową energie przez naturę. Taką posiada Bronisław. Miał ją także nieżyjący Zdzisław Prędkiewicz, również tokarz. W swoim życiu mój rozmówca dokonał wiele takich wodnych odkryć. Ostatnio na letniskach w swojej wsi. Na moją prośbę zademonstrował mi sposób postępowania. Wyciął gałązkę wierzbową w kształcie widełek. Ujął oba końce jedną i drugą ręką i szedł, trzymając je mocno przed sobą. W pewnym momencie witka zaczęła się skręcać, wskazując ciek wodny. Podobnie było z dwoma drucikami miedzianymi, które trzymał w obu rękach. Krzyżowały się. Spróbowałem ja tej sztuczki, ale gałązki i druciki w ogóle nie reagowały. -Nie znam mocy swojej energii-rzecze. -Jedynie wiem, że dla różdżkarza nie musi być aż taka, jaką posiadają bioenergoterapeuci.Tylko raz zaeksperementowałem. Chłopca bolało gardło. Przyłożyłem rękę i na drugi dzień dolegliwości ustąpiły?!. Kazimierz Sandulak
Wybory Prezydenta
W drugiej turze wyborów prezydenckich 4. lipca zwyciężył Bronisław Komorowski-53% głosów, natomiast Jarosław Kaczyński-47 %. Również w woj. zachodniopomorskim, powiecie gryfińskim i w naszej gminie wygrał B.Komorowski. U nas uprawnionych było 4458, głosowało 1777 osób. B.Komorowskego poparło 1046 osób – 58,9%, J.Kaczyńskiego 731-41,1%. Frekwencja w gminie 40,5%, w powiecie 45,5%
Bajki Przewodniczącego
Jaki radny, taki przewodniczący. Primus inter pares (’pierwszy wśród równych sobie’). Powie ktoś, że taką rolę spełnia przewodniczący, wszak pozostali radni nie ustępują mu pod względem bierności w działaniu i jednomyślności w głosowaniu. Jedynie M.R. i K.S. od nich odstają; chyba tylko pod względem wzrostu im dorównują. Oj, trzeba mieć tupet i kompletny brak samooceny, żeby tak się ośmieszać. Przez cztery lata niczego się nie nauczyli i żadnego postępu nie poczynili w zakresie samorządności i praworządności. Oto kolejne konkrety o tym świadczące. 17 i 22 czerwca skierowałem do przewodniczącego dwa pisma. Jedno dotyczyło mojej propozycji unieważnienia kontroli finansowej sołectw, ponieważ nie podano głosowaniu wniosków pokontrolnych. Wymaga tego statut. Ponadto protokół nie odpowiada prawdzie, gdyż przejrzano rachunki tylko dwóch sołectw: Piaseczna i Rosnowa, a nie jedenastu. Przy tym są one pokrętne, nieadekwatne do zakresu kontroli i wykraczają poza kompetencje komisji , a nawet rady. Wedle przewodniczącego „nie głosowano”, ponieważ „ nie było dyskusji i nikt nie zabierał głosu”. Banialuki plecie, bo każda informacja o kontroli musi być głosowana! Ale 9. radnych jego tłumaczenie zaaprobowało; przeciw M.Rutka i K.S. Również domagałem się odwołania F.Kwiatkowskiego z przewodniczącego ze względów merytorycznych i bezprawny udział w głosowaniu, jako że dotyczyło to jego osoby. Wniosek przepadł: 2 za, 4 przeciw, 3 wstrzymało się. Jednak przewodniczący przyznał, że mam rację ( bo tak orzekł radca) i dlatego zapowiedział powtórkę na następnej sesji. Paranoja! Drugie pismo dotyczyło wydatków na delegacje i rozmowy komórkowe (dokładny opis w „WT” 5/2010). Przewodniczący powtórzył odpowiedź burmistrza (wzywającą mnie do podania uzasadnienia zapytania w aspekcie „interesu publicznego”; dobrze że nie zażądano jeszcze pokazania „interesu własnego”?), i zarazem dziwił się, że skargę do niego wysłałem. Nawet tego nie wie, że taka właśnie jest procedura. (Na początku obrad nadmienił, że prawie przez dwa miesiące nie uczestniczył w pracach rady, ale że 1600 zł za ten czas otrzymał , tego nie powiedział; również zastępca 800 zł). Jeszcze raz podkreślę, że budżet jest jawny. W myśl znowelizowanej ustawy o finansach publicznych „zasada jawności jest realizowana przez (…) zapewnienie radnemu dostępu do dowodów księgowych i dokumentów inwentaryzacyjnych…”Z delegacjami burmistrza jest tak samo, jak ze składnikami jego poborów, które podaje się do publicznej wiadomości na stronie internetowej urzędu w tzw. BIP. Żądanie od radnego czy redaktora „wykazania interesu publicznego” jest nieporozumieniem i nie rozumieniem pojęć. Na marginesie: mimo że skargę napisałem dużymi, wyraźnymi literami, to jednak przewodniczący uzasadniał swoje trudności w czytaniu niewyrazistością tekstu. Przy okazji informuję, że kontrola (F.Kwiatkowski, M.Michniacki, R.Myka, E.Iwański) w Zespole Ekonom.-Admin. Oświaty (16-18.06.) i jej protokół miały identyczny charakter i formę jak kontrola poprzednia. Na moje uwagi i zastrzeżenia nikt nie zareagował. Ale trzech panów po 300 zł wzięło, a przewodniczący-360 zł! Skargę z 22. 06. zakończyłem akapitem (’nowym wierszem-zdaniem’): „Panie przewodniczący, dlaczego Pan w ogóle tym się nie intesuje i prawo po prostu olewa”. Przewodniczący na to:”(…) zarzut Pana odbieram jako krzywdzący”. Szkoda że nie dodał, że to jego całostronicowe pismo krzywdzi wyłącznie mnie jako radnego i kompromituje demokrację samorządową. K.Sandulak
Czy geesowi zagraża upadłość?
Jako patriota i sympatyk spółdzielni wiele razy o niej pisałem zarówno w aspekcie historycznym, jak i ostatniego dwudziestolecia transformacji ustrojowej. W moim odczuciu instytucja ta, mimo niesprzyjających wolnorynkowych warunków społeczno-gospodarczych, mogłaby się utrzymać, gdyby otrzymywała życzliwą pomoc od poprzednich i aktualnych władz gminy. Niestety ani wówczas, ani teraz żadnego zainteresowania ratowaniem firmy nie było i nie ma. Wprost przeciwnie. Każdy sobie rzepkę skrobie. Przecież nie od dziś wiadomo, jak wiele zależy od operatywnego szefa-menedżera. Jaki pan, taki kram-powiedzenie stare, ale wciąż aktualne. Gminna Spółdzielnia to nie tylko jej sprawa, to także problem gminy. Zwracałem na to uwagę wiele lat temu i powtarzam obecnie. Dużo zależy od członków spółdzielni i rady nadzorczej, z przewodniczącym na czele. Tymczasem w tej materii nic się nie zmieniło, po prostu beznadzieja. Opinię tę potwierdziło ostatnie walne zgromadzenie członków. -Spółdzielnię może uratować tylko przekształcenie w spółkę prawa handlowego, albo…- powiedziała „ważna” osoba, nie będąca członkiem firmy. Przypomina mi się sytuacja sprzed dobrych kilku lat, kiedy gorzej już być nie mogło , a mimo to spółdzielcy tym się nie przejmowali i kompletną nieudolność w kierowaniu i zarządzaniu aż do „emerytury” szefa tolerowali. Im gorzej dla firmy, tym lepiej dla nich miało być?! Skutki ekonomiczne zakładu okazały się fatalne. -Jednak spółdzielnia nie zbankrutowała i na razie jej to nie grozi, aczkolwiek za wesoło nie jest. To tylko dlatego że majątek, tworzony i gromadzony przez 60 lat przez spółdzielców, nie jest mały. Dzięki temu kilkanaście osób ma stałą pracę, rolnicy-możliwość zbycia zboża po cenach rynkowych, a gmina-źródło czerpania zysku podatkowego. W ciągu pięciu ostatnich lat samorząd gminny zarobił na firmie 1 mln zł, z tego 500 tys. z tytułu podatku! Być może sytuacja bałaby mniej dramatyczna, gdyby nie „inicjatywa referendalna”, i niekorzystne relacje personalne szefów. Piszę o tym w trosce o teeraźniejszość i przyszłość naszego i mojego miasteczka. K.Sandulak
Rozmowa ze starostwem
2. lipca dyskutowałem przez telefon z szefem powiatu na temat pobocza drogi Trzcińsko-Zdrój-Babin. -Postaram się, aby zarząd dróg skorygował niedoróbki, powstałe na skutek niewłaściwego wykonawstwa-skonstatował starosta. 7. lipca interweniowałem telefonicznie w zarządzie dróg, informując o „latających” kamykach na tej drodze i stłuczonych szybach samochodowych oraz dołach. Również naczelnik tegoż wydziału obiecał polepszyć stan pobocza, przynajmniej na odcinku do Piaseczna. Podczas wspomnianej rozmowy ze starostą poruszyłem też sprawę działki (były ogród Domu Pomocy Społecznej), przeznaczonej do sprzedaży w drodze przetargu. Mówiłem, że zebrane przez mnie materiały, przeprowadzone konsultacje z najstarszymi mieszkańcami i urzędem miejskim, a także osobista wiedza, wyraźnie wskazują na integralność jej z parkiem miejskim. Przeto uważam, iż starostwo powinno przekazać tę nieruchomość gruntową gminie na zieleńce i deptaki alejkowe promenady. Innej alternatywy nie widzę. Wystawienie tej działki na sprzedaż jest pomysłem nie tylko absurdalnym, ale nierealnym do zrealizowania ze względów topograficznych, uwarunkowań środowiskowych, historycznych itp. Zakątek ten, w centrum parkowym, wygląda obecnie jak dżungla. To dopiero w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku sztucznie włączono do tegoż Domu, bo takie było wówczas zapotrzebowanie. Przed wojną i tuż po jej zakończeniu działka ta nie należała do zespołu zdrojowo-parkowego, lecz do miasta, spełniając funkcje rekreacyjno-wypoczynkowe: fontanna, pomost, plaża, przystań żeglarska. A teraz wygląda tak, jak w powiedzeniu: lato mija, a ja niczyja. Karygodne! K.Sandula
Rodzinny klub piłkarski
22 czerwca ni stąd, ni zowąd, sympatyczna sympatyczna osiemnastolatka włączyła się do rozmowy o wynikach rozgrywek A-klasowych. -Proszę mnie pytać; ja wszystko wiem-oznajmiła. -W naszej grupie sprawa jest już przesądzona, bo została ukartowana-orzekła (okazało się, że się pomyliła). Ale ja chcę wiedzieć o przedostatnim meczu Zrywu? -Ja ich podziwiam za wytrwałość-mówi (a ja prezesa, który ponoć nawet sam kosi trawę na boisku!). Bo gdyby to spotkało Piasta, to drużyna już by się rozsypała-tak bynajmniej sądzę. Ale teraz nasza drużyna jest na fali i ma tyle samo punktów, co lider Lisie Pole. A kto w Piaście się wyróżnia? -sondowałem. -jest wielu dobrych zawodników, ale oni tylko dla zabawy grają. Może i dobrze, że do okręgówki nie wejdą. Tu zaczęła wymieniać piłkarzy i oceniać. Skąd Pani to wie? -Bo od najmłodszych lat z tatą na mecze, nie tylko Pogoni, jeżdżę. -A kiedy na randki? -Na to czas zawsze się znajdzie, tym bardziej że teraz jest internet i są komórki! -A może założyłaby Pani drużynę żeńską? -Nie; jedynie gram trochę w pingponga. - A z kopaniem..? -Mogę, ale pantoflem… w nogę - żartowała. -Ja byłabym na bramce – z uśmiechem wtrąciła dwudziestolatka. A Piast ma trenera?-ciągnąłem dalej. -Od roku, gdyż jest to obligo. Jednakże absencja jest spora. A zarząd? -Cała rodzina jest zaangażowana: prezeska, wiceprezes, członkini i dwumetrowy obrońca, który wspiera wysokiego, mocnego i wszechstronnego stopera, już 45-letniego. Już teraz rozglądamy się za zawodnikami i czynimy starania o ich pozyskanie. Nikogo na siłę nie trzymamy. To zainteresowani sami chcą u nas grać (może to Pani ich przyciąga?). W Piaście panuje dobra atmosfera i współpraca z działaczami, nam pomagającymi-skonstatowała. I o to właśnie chodzi: rodzinny klub futbolowy Piast i sołtysowy kabaret „Piast Kołodziej”! Społeczny mariaż!!!
50-lecie OSP w Piasecznie
17.czerwca kierownictwo koła Ochotniczej Straży Pożarnej zorganizowało jubileuszowe uroczystości środowiskowe dla uczczenia pół wieku działania społecznego na terenie sołectwa. Przyjechali goście z województwa i gminy. Po mszy św. w miejscowym kościółku, z udziałem pocztów sztandarowych i orkiestry dętej z Gryfina, przemaszerowano do parku, gdzie odbyła się część oficjalna: powitanie, przemówienia, zaprzysiężenie nowych członków, odznaczenia zasłużonych druhów. Po czym nastała część artystyczna, w której wystąpił m.in. kabaret Piasta Kołodzieja z udziałem M.Rutki-sołtysa i prezesa koła. Pogoda dopisała, to i zabawa taneczna była przednia, tym bardziej że przygrywał zespół Benny Band. Przez ponad 30. lat (1960-1993) istniała Zakładowa Straż Pożarna w PGR Piaseczno. Dopiero po likwidacji pegeerów w 1993 r. jednostka przeszła pod opiekę urzędu gminnego. W pierwszych latach istnienia OSP posiadała motopompę, kilka odcinków węży i ciągnik z przyczepą. W akcjach gaśniczych brali udział pracownicy zakładu, potem przeszkolone osoby z etatowym mechanikiem i ubraniami ochronnymi. W 1991r. jednostka otrzymała od PGR-u samochód „Żuk”, który w 2002 r. zastąpiono „Nysą T-525”. Pierwszym komendantem był Jan Szczurowski (1961-1974). Kolejnym szefem oddziału – Zdzisław Sztabka (1974-1987). Po nim Michał Karaczun-do 1990 r. Po zmianach organizacyjnych naczelnikiem wybrano Tadeusza Biegańskiego, działającego do dnia dzisiejszego, a w 2006 r. prezesem obrano Marka Rutkę. KS
Turyści u nas
4. lipca dwoje turystów ze Świnoujścia, objeżdżając sąsiednie miasteczka, zawitało również do nas. Przy księgarni spytali mnie o drogę do Myśliborza. Po udzieleniu im informacji, poprosiłem ich o wyrażenie opinii o naszej miejscowości. Państwo ci, w zaawansowanym już wieku, z przyjemnością odpowiedzieli: -Oglądnęliśmy ciekawe zabytki i obeszliśmy miasteczko. Bardzo nam się podobało, podobnie jak inne tego typu w tym rejonie. Jedziemy teraz do Wrocławia. A tak na marginesie: mimo że ciągle mówimy o turystyce, to turystów u nas nie widać, gdyż nie ma za wiele atrakcyjnych ofert. KS







#1 by monro - lipiec 23rd, 2010 at 21:41
A co z Orzełkiem?